Pomysł na Sylwestra w Polsce
Zastanawiacie się, gdzie spędzić sylwestra? Nawet jeśli zdecydowaliście, że spędzicie go w kraju, wybór i tak nie jest prosty. Czy przywitać Nowy Rok w śnieżnych Tatrach, czy może rozkoszować się bałtycką, zimową bryzą? Atrakcjami kuszą też polskie metropolie, Warszawie, Krakowie, Wrocławiu. Na decyzję jest jeszcze czas, może ją Wam ułatwi opowieść noworoczna Anity pod tytułem „Sylwestrowy remanent”.
Sylwestrowy remanent
Liście rozpoczęły jesienne wirowanie, przybyło leniwego wieczoru i musiało paść to pytanie: „Gdzie tym razem chcesz mnie zaciągnąć na Sylwestra?” – mąż miały przy tym minę człowieka pogodzonego z losem, który chciałby jedynie wiedzieć, jakiego rodzaju torturom tym razem zostanie poddany. Ten typ tak ma – zawsze przygotowany na najgorsze. Jakież to niesprawiedliwe! Jakże mnie to zabolało! Przecież, jak mu nie pasuje, niech się choć raz wykaże i niech organizuje! Niech organizuje, a ja sobie wpadnę na gotowe i z przytupem.
Zresztą co ma mi do zarzucenia? Kreatywność, wyobraźnię, bo z pewnością nie ekstrawagancję! Na Sylwestra zawsze gdzieś wyjeżdżaliśmy, bo dawno temu zgodziliśmy się co do tego, że do witania Nowego Roku na kanapie i przed telewizorem musimy dojrzeć. A póki co próbujemy tego i owego, a że ktoś musi być kapitanem, a ktoś okrętem – taki jest rzeczy porządek. Ja nie mam nic z dyktatora, wprost przeciwnie – wsłuchuję się w oczekiwania, zanim cokolwiek postanowię. Tyle że jesienią wstępuje we mnie niespokojny duch i każe mi szukać czegoś nowego.
Były więc wypady blisko i daleko, w poszukiwaniu zimy i w poszukiwaniu lata. Próbowaliśmy sylwestra w mieście i na wsi na końcu świata. Czy to była udręka? Czy ktoś ciągnął kogoś na siłę? A ostatni sylwester, kto się najbardziej napalił – mąż! Chciałeś sobie przypomnieć studenckie czasy, proszę bardzo, mówisz i masz…
Sylwester w Bieszczadach
Starą ekipą zaszyliśmy się w Bieszczadach, w nowo otwartej, a właściwe testowanej na nas agroturystyce. Pojechaliśmy w 3 samochody, w czwartym zmieściła się tylko Ewa i nasz prowiant. Gospodarze, bardzo mili ludzie i podekscytowani rozpoczęciem działalności, nieba chcieli nam przychylić – śnieg spadł na czas, zrobiło się bajkowo, a stary, dobry Krzyś nie wypuszczał z rąk gitary. Trzeszczały polana w ogromnym kominku, pachniało imbirową herbatą… Luzackie ciuchy i góra kanapek zamiast wykwintnych przekąseczek na ząbek. Czego chcieć więcej!
No dobrze – było trochę więcej. Gdzieś niedługo po szampańskim powitaniu Nowego Roku, życzeniach i podjęciu dzikich tańców, jak nie huknęło w piecu, jak nie trysnęło wodą z grzejników! No po prosu awaria centralnego i zalana kuchnia. Gospodarze ratowali, przeklinali nawzajem na siebie, bo czegoś tam ktoś nie sprawdził itp. Woda zakręcona do odwołania. Dobry humor prysnął i szybko dąsy opanowały resztę ekipy, tym bardziej że nikomu nie uśmiechało się chodzić do wygódki na zewnątrz. Zmierzaliśmy ku katastrofie, i wtedy sprawy w swoje ręce wziął on – mąż inżynier. Zabrał się do zarządzania kryzysowego i naprawy. Przed świtem o dziwo wszystko znowu działało, a jego okrzyknięto geniuszem, zbawcą, nominowano do Nobla i przyznano wieczną miejscówkę, jak będzie mnie miał dość. Uśmiechnął się z przekąsem, gdy mu to przypomniałam, bo niby liczył na leniuchowanie w fotelu, ale w końcu rzadko rozpoczyna się Nowy Rok jako bohater.
Blichtr wielkich miast – sylwester w Krakowie
Rzeczywiście przez kilka poprzednich lat wyciągałam go na sylwestrowe maratony w klubach. Mieszkańcy średniej wielkości miast pewnie tak mają – stolica, blichtr, świetna muzyka, tęcza fajerwerków, wydziwiane potrawy – no przecież miło… A w Nowy Rok leniwy wypoczynek, spa, basen. Za to oboje lubimy nasze miasta: Warszawę, Poznań, Wrocław i oczywiście Kraków – tam po prostu jest 100% zabawy, która się udziela. Tańczysz w pubie, na ulicy, na rynku. Wszystkim życzysz szczęśliwego Nowego Roku i czujesz, że musi być dobry, jeśli 100 ludzi cię wyściskało i wypiło z tobą brudzia. Jedno małe „ale” – ruletka towarzyska.
Trzy lata temu wykupiliśmy sylwester w krakowskim hotelu i byłoby cudownie, gdyby nie drętwota naszego towarzystwa na samym balu sylwestrowym. Nic się nie dało zrobić, rozmowa się nie kleiła, schodziła ciągle w niebezpieczne rejony – na politykę, na biznesy. Mieliśmy dość natrętnego gestykulowania pana i świdrujących oczu jego milczącej żony. Nic nam nie zostało, jak przetańczyć całą noc, a do stolika wracać tylko po drinka. „Tak było” – mąż kiwa głową i dodaje – to wtedy stwierdziłem, że taniec jest jednak sportem ekstremalnym. Nad ranem wyszliśmy na planty zaczerpnąć powietrza– miasto zasypiało, a tu nie wiadomo skąd, może z mgły, wyrosła przed nami dorożka. Powiedziałeś: jeśli dorożkarz nas przewiezie, to szczęścia nam wystarczy na cały Nowy Rok. I pojechaliśmy Starym Miastem, dogasały tu i ówdzie imprezy, a mnie się wydawało, że cofnęliśmy się w czasie, do lat 20-tych ubiegłego wieku. Że przytrafiła nam się przygoda jak bohaterowi „O północy w Paryżu” Woddy’ego Allena. Nie śmiej się, takie rzeczy w Krakowie też się zdarzają.
Sylwester w Gdańsku
Muszę też przypomnieć, że ambitnie realizowałam twoje upodobania w Gdańsku – koncert sylwestrowy w Filharmonii Bałtyckiej – wszystkie melodie, które „pan retro” nuci pod prysznicem. Było przepięknie, zachwyt udzielił się nawet mej rockowej duszy. Czyli Sylwester był po twojemu, aż do końca. Nie zaprzeczaj – było kulturalnie i romantycznie, a potem tę wspaniałą dawkę muzyki, która zdominowała serca i umysły, neutralizowałeś do rana dereniówką i kiszonymi ogórkami w towarzystwie szwagra. Mnie i siostrze nie pozostało nic innego jak dłużej na to nie patrzeć, więc zgarnęłyśmy resztą bandy i ruszyliśmy na Stare Miasto, rozgrzane jeszcze imprezą i gorącym grzańcem. Gdańsk w świątecznej iluminacji jest szczególnie piękny. Zostaliśmy jeszcze parę dni i w końcu odwiedziliśmy Kaszuby, a brak śniegu zrekompensował nam rejs statkiem i bardzo piękna pogoda.
Powtarzasz często, że gdybyś miał się urodzić po raz drugi, to tylko jako góral w Tatrach. Czy potrafisz policzyć, ile razy świętowaliśmy w górach albo choćby w samym Zakopanym? Często, bardzo często i to nie tylko w Sylwestra i nie tylko w zimie. Rzeczywiście każdy z nas miał, co lubi: ty szusowałeś na stoku albo na skuterach śnieżnych, a ja miałam swoje lodowisko, basen, a niedawno szusuję jak Justynka Kowalczyk. Odkryłam, że narciarstwo biegowe jest w sam raz dla mnie, a w okolicach stolicy Tatr są przepiękne trasy biegowe. Nigdy też nie znudzi mi się kolejka na Kasprowy, ani białe misie czy pogawędki z góralami handlującymi oscypkami. Do tego kulig w Dolinę Kościeliską i góralska potańcówka. Musisz przyznać – co do gór byliśmy zawsze zgodni. Ech, żeby tak tylko trochę mniejszy tłok, bo do Zakopanego w okresie noworocznym przyjeżdża z roku na rok coraz więcej ludzi.
Nowy Rok w polskich górach – Zakopane, Żywiec
Z tego powodu już dwa razu obraliśmy kierunek na Żywiec i okolice. To też był twój pomysł – udany, co podkreślam. Okolice Żywca nie ustępują w zimie urodą zakopiańskim miejscowościom, ośrodki wczasowe nad Jeziorem Żywieckim mają wspaniałe oferty, a ty masz Korbielów, Szczyrk czy Zwadoń i możesz szusować na nartach do woli. Ja uwielbiam żywieckie Stare Miasto, nawet nie przypuszczałam, ile tam jest zabytków, uroczych zakątków i oczywiście spacery nad jeziorem. W Sylwestra bal, a potem kilka dni wypoczynku głównie w plenerze – odpoczęliśmy wspaniale. A pamiętasz Jukaców napotkanych w Nowy Rok? Nie wiedziałam, że to lokalni kolędnicy i trochę się przestraszyłam, jak nas otoczyli na żywieckim rynku. Takich strojów jeszcze nie widziałem – przedziwne, bardzo kolorowe, a do tego wysokie, szpiczaste czapy. Żarty się ich trzymają, a życzenia wierszem mówią. Twierdzili, że wszystkie nasze się spełnią pod warunkiem, że cały rok będziesz pił piwo z Żywieckiego Browaru — prawie ci się udało.
– No już dobrze, dobrze, zrobiłaś remanent. To gdzie w tym roku poszukamy wróżby noworocznej?
Nadesłała Anita z Piotrkowa
Jeśli chcą się Państwo z nami podzielić wrażeniami z Sylwestra, urlopu noworocznego – piszcie do nas, chętnie opublikujemy Wasze wspomnienia.



